O nazwie jaskini na Łopieniu



Ponieważ zostałem "wywołany do tablicy" przez T. Mleczka w sprawie nazwy największej jaskini na Łopieniu w notatce o jej ochronie ("Jaskinie Beskidzkie" nr 1, s.2-3), informuję, iż nazwę przyjąłem za K. Sosnowskim. Autor ten w "Przewodniku po Beskidzie Zachodnim i Pieninach" z 1914 r. używa określenia "tzw. grota zbójnicka na Łopieniu" (s. 19), w książce "Beskidy Zachodnie" wydanej w 1924 r. pisze: "grota zbójnicka na Łopieniu" (s. 28) oraz "rzekoma grota zbójecka na zachodnim stoku" (s. 128), natomiast w przewodniku beskidzkim z 1930 r. pisze " na stokach od strony Dobry grota zbójecka". Problemem jest jeszcze, którą jaskinię miał na myśli zasłużony krajoznawca, ale tego już dziś raczej nie rozstrzygniemy, zaś jaskinia o której mowa w notatce była na pewno znana wcześniej, więc nazwa może się do niej odnosić.

Subtelna, ale wyraźna różnica jest również pomiędzy określeniami "zbójecka" i "zbójnicka". Termin "zbójca" (od którego pochodzi przymiotnik "zbójecka") ma raczej zabarwienie pejoratywne, a już "jaskinia zbójców" w potocznym języku oznacza zdecydowanie złe miejsce. Natomiast określenie "zbójnik" (od którego "zbójnicka") pochodzi właśnie z gwary i tradycji karpackich górali i nie ma tam jednoznacznie negatywnego znaczenia. Bohaterowie góralskich opowieści: Baczyński, Janosik, Proćpak czy Dobosz byli zbójnikami, nie zbójcami.

Jan Urban

O nazwie jaskini w Łopieniu - "Zbójecka" czy "Zbójnicka"?



Publikowana obok notatka Jana Urbana (dalej JU) o nazwie jaskini na Łopieniu zawiera szereg błędów i nieścisłości wymagających wyjaśnienia lub sprostowania.

Na pewno - "Zbójecka"!

Otóż, po pierwsze, nie można mówić o przyjęciu przez JU nazwy jaskini ("grota zbójnicka na Łopieniu") za Kazimierzem Sosnowskim, jako ze Sosnowski używa dla tej jaskini przede wszystkim (i to we wszystkich publikacjach) nazwy "grota zbójecka". Z taką nazwą jaskinia ta - czego JU nie zauważył - występuje już w pierwszym wydaniu owego znanego przewodnika po Beskidach. (Nawiasem mówiąc JU błędnie podaje jego tytuł, nie było w nim bowiem jeszcze słowa "Pieniny").

Co ważne, a w zasadzie nawet rozstrzygające, tej właśnie nazwy dla tej jaskini Sosnowski używa w częściach szczegółowych swoich publikacji, napisanych bezpośrednio w oparciu o "materyał" zebrany - jak informuje Sosnowski - "drogą autopsyi", więc to ją właśnie należy uznać za prawidłową.

Nazwa "zbójnicka" przyjęta przez JU występuje jedynie w części wstępnej pierwszego wydania przewodnika Sosnowskiego (oraz, ale jest to tylko przedruk z poprzedniego, w części wstępnej książeczki "Beskidy Zachodnie") i powstała najpewniej w efekcie zwykłego niedopatrzenia.

Niezbyt trafne jest tez rozważanie JU na temat "zbójcy" i "zbójnika". Otóż na podstawie XIX wiecznego słownika gwar polskich możemy stwierdzić, ze wyraz "zbójnik" na obszarze Karpat występował niemal jedynie na terenie Podhala i Śląska Cieszyńskiego, ale nawet i tam w znaczeniu "opryszek", "rozbójnik" a więc nie tak niepejoratywnie jak uważa JU, a poza tym był on tam używany zamiennie ze znacznie częściej stosowanymi wyrazami "zbój", "zbójca". Przywołani przez JU "bohaterowie góralskich opowieści: Baczyński, Janosik, Proćpak" wbrew jego twierdzeniu byli - w większości oryginalnych opowieści ludowych (zwłaszcza starszych) - "zbójami" lub "zbójcami" (pierwszego i ostatniego bodaj zawsze określano takim mianem, zaś Dobosz wyłącznie "opryszkiem"), a nie "zbójnikami". Owi "bohaterowie" nie cieszyli się bowiem dawniej aż takim mirem wśród góralskiej ludności jak to się dzisiaj wydaje. Dla miejscowych ludzie ci byli wówczas prawdziwymi zbójami rabującymi co im wpadnie w ręce, zdarzało się, że okradali nawet biednych chłopów. Np. banda Baczyńskiego działającego w latach 1730. m.in. w rejonie Łopienia, ukradła w Ochotnicy chłopu bodaj pierzynę, którą wkrótce potem porzuciła w lesie.

Dlatego też owi "bohaterowie" mieli zazwyczaj problemy ze znalezieniem bezpiecznego schronienia i musieli ukrywać się po górach i lasach, a nawet, w nieprzyjemnych przecież, jaskiniach beskidzkich, które wówczas, jak widać, nie bez powodu, nazywano jaskiniami "zbójców". Dopiero pod wpływem XIX wiecznych ruchów chłopomańskich, kiedy takich "bohaterów" już nie było, nastąpiła ich mitologizacja (bodaj wtedy też dopiero wszedł do obiegu w gwarze góralskiej wyraz "zbójnik".

Na pewno nie "grota"!

Ponadto błędne jest też zastosowanie przez JU w nazwie wspomnianej jaskini - choć Sosnowski go użył - wyrazu "grota". I to z kilku powodów. Jest to wyraz pochodzenia obcego, który wszedł do języka polskiego bardzo późno (w znaczeniu "jaskinia" w języku literackim zaczął pojawiać się dopiero gdzieś z końcem XVIII w., a w gwarach ludowych w tym znaczeniu nawet bodaj nigdy nie zaistniał) i jako taki został przez oficjalna komisję nazewniczą działającą po II wojnie światowej nie dopuszczony do stosowania w nazwach jaskiń. Po za tym wyraz ten w języku polskim był przede wszystkim używany na określenie obiektów sztucznych.
Nie od rzeczy będzie przy tym nadmienić, że wspomniany słownik gwar polskich notuje wyraz "grota" z jednym tylko znaczeniem - rodzaj kosy!, zaś "grotka" w gwarze to była... akuszerka.

Dla jaskini w Łopieniu można było użyć najpowszechniejszego w tym rejonie ludowego określenia na jaskinię - "dziura", ewentualnie "jama", "piwnica", "loch".

Przy okazji warto zwrócić uwagę na przykrą tendencję "macdonaldyzacji" (a nawet infantylizację) nazw jaskiniowych nadawanych przez grotołazów beskidzkich, przy równoczesnym pomijaniu związków jaskini z terenem. Przykładem tego jest np. to, że w Jaskini Zbójeckiej trzy komory zostały nazwane nie od miejscowych zbójników, w których w dodatku w tej okolicy było sporo i znacznej sławy (w rejonie Łopienia działał m. in. bardzo znany XVIII wieczny zbójca Baczyński), a tylko od postaci obcych, całkiem nie związanych z tym terenem: Janosika, Ondraszka i Rumcajsa!

Problem lokalizacji "Zbójeckiej" jaskini Sosnowskiego

Osobnym problemem jest - jak słusznie zauważył JU - kwestia "którą jaskinię miał na myśli" Sosnowski. Grotołazi zajmujący się masywem Łopienia uznali, że była to dzisiejsza Jaskinia Zbójecka, nie wyjaśnili jednak, na jakiej podstawie dokonali takiej identyfikacji. A jest ona raczej na pewno błędna, jako że Sosnowski swoją jaskinię "zbójecką" wyraźnie lokuje w najwyższym wzniesieniu Łopienia - w tym o kocie 951 m, w jego zachodnim stoku, od strony Dobrej, czyli tam gdzie są jaskinie zwane dziś Czarci Dół i Złotopieńska. Tam też poszukiwał jej w kwietniu 1953 r. Kazimierz Kowalski, gdyż pisze: "według wiadomości, jakie zebrałem od ludności miejscowej, grota ta znajdowała się w usypisku skalnym w pobliżu znakowanego zielono szlaku turystycznego z Dobrej na Łopień i obecnie jest zasypana. Przeszukując usypisko znalazłem jedynie małe jamy poniżej 2 m długości". Takie też jej położenie podawały relacje mieszkańców Dobrej zanotowane w II połowie lat 1970. Według nich jaskinia, w której mieszkali "dawniej zbójcy, ukrywali się też zbiegowie z wojska" znajdowała się w skalistym wzgórku zwanym Ostryszem, na pn. zach. Od Książej Polany.

Na podstawie powyższego musimy stwierdzić, że jaskinia wzmiankowana przez Sosnowskiego i w przeszłości nazywana "zbójecką" na pewno nie jest tożsama z jaskinią noszącą dziś nazwę Zbójeckiej. Bez analizy materiału w terenie trudno rozstrzygnąć kwestię, która jaskinia była wspomniana przez Sosnowskiego, można tylko przypuszczać, iż jest to jedna z trzech największych tam jaskiń: Złotopieńska Dziura, Czarci Dół lub Wietrzna Studnia. Musi to być bowiem jaskinia w której mogli ukrywać się przez dłuższy czas ludzie (i to równocześnie - jak mówią podania - kilkanaście osób), a więc obiekt większych rozmiarów i o odpowiednim mikroklimacie.

Choć przypisanie nazwy "zbójecka" do innej, największej znanej dziś, jaskini Łopienia nastąpiło w wyniku błędu to oczywiście trudno już (i chyba nie ma potrzeby) zmieniać nazwy tamtejszych jaskiń, ale należy jednak mieć tego świadomość.

Przy okazji należy zwrócić uwagę na to, że w świetle przytoczonych wyżej informacji błędne są stwierdzenia zawarte w inwentarzu jaskiń beskidzkich mówiące o tym, że jaskinie rejonu Czarciego Dołu po raz pierwszy były wzmiankowane dopiero w 1996 r. Można też sądzić, że większość z nich poznał w czasie poszukiwań w 1953 r. K. Kowalski, tylko że widział w nich wówczas jedynie "małe jamy".

Warto jeszcze poinformować, że pierwszy raz jaskinie Łopienia (dwie?) wzmiankowane były w 1813 r. - a więc są jednymi z pierwszych i w sumie nielicznych polskich jaskiń wzmiankowanych już w początkach XIX w. - przez pisarza i muzyka Jana Nepomucena Rostworowskiego, który w "Diariuszu podróży" zanotował m. in., że: "Był pewien pasterz bardzo nabożny, mający owce na Łopieniu. Ten gdy raz zasnął, został obudzony przez wstrząśnienie ziemi. Spostrzegł w ziemi otwór pełen złota, pobiegł zatem do syna, niedaleko paszącego owce, chcąc od niego wziąć siekierę. Pośli obadwa w to miejsce, lecz ujrzeli czarnoksiężniczkę, który [!] stał w tym otworze i zniknął natychmiast. Zawarła się ziemia, pobiegli nazad do trzody, lecz tej więcej nie znaleźli i ich poszukiwania były nadaremne [...] Mówią Górale prócz tego, iż w pewnym miejscu znajduje się otwór w ziemi, gdzie kilkunastu przed kantonem [poborem do wojska, najpewniej w końcu XVIII w.] ukrywało, któren się ciągnie aż na samą kopę i raz dla doświadczenia tego puścili kozę tamże i że ta weszła na sam czubek Mogielicy".

Wojciech W. Wiśniewski

Strona głównaDo góry