O pieczarach, jaskiniach, grotach i zbójnikach - w odpowiedzi na artykuł W. Wiśniewskiego



Prawdę mówiąc, nie zdziwiłem się widząc pod swoją notatką na temat nazwy jaskini Łopieniu (patrz "Jaskinie Beskidzkie" 2) obszerny - znacznie dłuższy niż sama notatka - tekst polemiczny, zdaję sobie bowiem sprawę z faktu, iż nazwy jaskiń stanowią jeden z bardziej kontrowersyjnych problemów dyskutowanych w środowisku speleologicznym. Niestety, rozczarowałem się tekstem Wojtka Wiśniewskiego, spodziewałem się bowiem rozwijającej temat dyskusji, przeczytałem natomiast tendencyjny wykaz moich domniemanych "błędów". Tendencyjność ilustruje już pierwszy zarzut mojego Polemisty o błędzie w tytule cytowanego przeze mnie przewodnika Sosnowskiego z 1914 r. Przewodnik ten ma na okładce napis: "Przewodnik po Beskidzie Zachodnim i Pieninach", na pierwszej zaś stronie tytuł: "Przewodnik po Beskidzie Zachodnim od Krynicy po Wisłę łącznie z Pieninami i terenami narciarskimi" (w swej notatce o nazwie jaskini posłużyłem się tym krótszym). Twierdzenie Wiśniewskiego, że w tytule nie ma słowa "Pieniny" jest więc nieprawdziwe. Niezrozumiały dla mnie jest też zarzut Wojtka, że nie przyjąłem nazwy jaskini za K. Sosnowskim, bo on używa "przede wszystkim [...] nazwy >>grota zbójecka<<". W swojej notatce cytuję wszystkie nazwy jaskini w pierwszych przewodnikach tego autora (podając wydania i strony, by Czytelnik mógł sam sprawdzić). Wynika z nich, że - po pierwsze - Sosnowski zawsze nazywa jaskinię "grotą", po drugie, że dokładnie w połowie cytatów nazywa ją "zbójecką", w połowie zaś - "zbójnicką". Czytelnik niech sobie sam odpowie na pytanie, czy ta połowa pozwala W.W. na stwierdzenie "przede wszystkim". Następujące dalej uwagi Wiśniewskiego sugerujące kiedy Sosnowski pisał "słusznie" a kiedy nie, są już zwykłym "chciejstwem". Jeszcze raz potwierdzam, że nazwałem jaskinię na Łopieniu Grotą Zbójnicką, bo taki jest najstarszy zapis jej nazwy w literaturze. W tej nazwie nie ma żadnych błędów językowych, które mogą ją dyskwalifikować.

Takie preparowanie zarzutów zwalnia mnie w zasadzie z odpowiedzi na nie, bowiem trudno rzeczowo polemizować z nieprawdziwymi lub "naciąganymi" tezami. Ponadto mój Antagonista nie cytuje źródeł, na których opiera swe uwagi, co utrudnia dyskusję. Ponieważ jednak dyskusja o nazwach ma szerszy kontekst i powinna być przeprowadzona, pozwolę sobie zająć tą sprawą uwagę Czytelników. Z góry Czytelników przepraszam za eklektyczną formę tego artykułu, ale ponieważ W. W. "czepia się" właściwie wszystkiego, w swej odpowiedzi muszę odnieść się do zagadnień z dziedziny onomastyki, historii, etnografii oraz etymologii. 

Skąd biorą się nazwy jaskiń beskidzkich

Tworzenie (się) nazw terenowych nie jest procesem prostym. Nazwy ludowe (gwarowe) ulegały wielokrotnym zmianom lub ewolucji wraz z przemianami języka społeczności zamieszkujących dany obszar. Niektóre zresztą, na przykład nazwy źródeł mineralnych, nigdy nie były związane z tradycjami ludowymi. Wbrew pozorom bardzo dobrze utrwaliło się też wiele nazw nadawanych przez odkrywców, narzucanych przez królów i kolonizatorów, powstających przez przypadek, pomyłkę, a nawet wskutek żartu (listę nazw nie mających nic wspólnego z językiem tubylców otwiera Mount Everest). Stąd też rekonstrukcja nazw - a tego próbuje dokonać w swym artykule Wiśniewski - jest zabiegiem trudnym i często wątpliwym pod względem celowości. W każdym razie nie może polegać na mechanicznym stosowaniu pewnego schematu.

Sądzę, że większość znanych od dawna jaskiń beskidzkich nie miała nazw ludowych. W odróżnieniu od szczytów górskich, rzek czy hal (polan), których nazewnictwo miało znaczenie przy orientacji terenowej lub w kwestiach własnościowych (Mrozek 1998), nazwy pojedynczych znanych miejscowej ludności jaskiń nie były do niczego potrzebne. Mówiono o nich - jak słusznie pisze W.W. - "jama" lub "dziura" i czasem wiązano z nimi opowieści o ukrytych skarbach, zbójnikach lub tajemnych przejściach między górami. Od opowieści jest jednak daleka droga do nazwy własnej - krótkiego określenia identyfikowanego dokładnie z daną jaskinią. Prawdopodobnie większość nazw jaskiń powstała w momencie ich zanotowania, zapisania w publikacjach krajoznawczych, wspomnieniach itp. i zaczynała funkcjonować w brzmieniu opublikowanym drukiem. Stąd właściwym twórcą nazwy jaskini w Łopieniu jest Sosnowski, który ją wymyślił (chociaż zrobił to na podstawie miejscowych opowiadań), nie zaś domniemany "lud".

Zapis historyczny jest też najważniejszym kryterium, według którego ustala nazwy Komisja Ustalania Nazw Miejscowych i Obiektów Fizjograficznych
(prawdopodobnie wspomniana przez W. Wiśniewskiego jako "oficjalna komisja nazewnicza działająca po II wojnie światowej", dzięki której termin "grota" "został [...] nie dopuszczony do stosowania w nazwach jaskiń"). Dopiero w przypadku braku dokumentacji historycznej Komisja kieruje się zapisami gwarowymi (wymową). We wstępie do najnowszej publikacji sygnowanej przez tę Komisję (Nazwy geograficzne ... 1991) nie ma jednak mowy o rekonstrukcji "prawdziwego" nazewnictwa, czego przede wszystkim dotyczy polemika Wiśniewskiego. Zgodnie z prawem (Rozporządzenie Prezydenta Rzeczpospolitej z 24.10.1934 r. o ustalaniu nazw ..., Dz. U. nr 94, poz. 850, Dekret z 28.07.1948 r. o zmianie Rozporządzenia ..., Dz. U. nr 36, poz. 251) wspomniana Komisja zajmuje się ustalaniem nazewnictwa wykonując często ważną i pożyteczną pracę, np. polonizując nazwy na ziemiach zachodnich i północnych. Niekiedy jednak ulegała ona absurdalnym naciskom politycznym, np. w przypadku nazw bojkowskich w Bieszczadach zmienianych w latach siedemdziesiątych na zupełnie nowe "polskie" (nie wspomnę już o Stalinogrodzie - które to polskie miasto?). Po zmianie ekipy rządowej Komisja odwołała swą decyzję dotyczącą nazw bieszczadzkich. Analiza nazw obiektów topograficznych zamieszczonych w najnowszym wykazie (Nazwy geograficzne ... 1991), wśród których jest 65 jaskiń, wskazuje, że tym razem Komisja potrafiła elastycznie podejść do tradycji łącząc elementy ludowe oraz inne. Przykładem może być nazwa Jaskini Mamutowej ("mamut" ma nie dłuższy staż w języku polskim niż "grota") oraz brak "Jaskini" Łokietka, mimo, iż są nazwy wielu mniejszych i mniej znanych obiektów z sąsiedztwa. 

Jednak "grota" 

Jak zauważa Wiśniewski słowo "grota" w znaczeniu jaskini pojawiło się w polskim języku w XVIII wieku. W 1787 roku "obszerne naturalne groty" pod Ojcowem opisywał królowi Jan Jaśkiewicz (1978). "Grota" znalazła się też oczywiście w pierwszym słowniku języka polskiego Lindego z początku XIX w. Twierdzenie Wojtka, że słowo to weszło do języka "bardzo późno" jest absurdem w sytuacji, gdy "Nowy słownik poprawnej polszczyzny" (Markowski 1999) akceptuje słowa (lub znaczenia słów), które pojawiły się w języku polskim po 1990 r. W ciągu trzech ostatnich stuleci nasz język przyswoił sobie tysiące słów, bez których trudno było by się nam dziś obejść. "Grota" zaistniała w naszym języku właśnie wtedy, gdy podziemne przestrzenie przestały głównie straszyć i zaczęły być przedmiotem eksploracji oraz obserwacji naukowych. Mój Antagonista posiadający bogate zbiory archiwaliów i druków z XIX i XX w. może łatwo sprawdzić, że słowo "grota" jest w nich używane równie często jak "jaskinia". Powstało nawet słowo pochodne "grotołaz", które stało się nazwą pierwszego polskiego czasopisma jaskiniowego (por. Wiśniewski 1997). Kilka pokoleń polskich krajoznawców i naukowców zwiedzało, badało i opisywało "groty" rozumiejąc przez to słowo podziemne sale i korytarze i nie wolno zaprzepaszczać ich dziedzictwa także w zakresie języka. Słowo to należy zresztą do najszerzej rozpowszechnionych w Europie. W nieco odmiennych formach pojawia się w różnych językach romańskich, germańskich oraz słowiańskich. Dlaczego Polacy mają go sztucznie rugować ze swego języka?

W poprzednim systemie ideologicznym, w którym akceptowano jako narodowe jedynie "tradycje robotniczo-chłopskie", termin "grota" - słowo pochodzenia obcego i zachodniego, używane ponadto głównie w kręgach "burżuazyjno-ziemiańskich" - mógł nie być dobrze widziany. Żadne jednak źródło słownikowe nie dyskwalifikuje tego terminu. Obecnie zaś powraca się do dorobku dziewiętnastowiecznej geografii polskiej i tradycji "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego ...", który przez dziesiątki lat pełnił funkcję normatywną w zakresie nazewnictwa miejscowości i obiektów topograficznych (Wolnicz-Pawłowska 1998). W tym zaś dziele termin "grota" używany jest co najmniej tak często jak "jaskinia".

Nie jest też prawdą teza, że termin "grota" oznacza w polskim języku wyłącznie lub głównie sztuczny obiekt podziemny. Takiego stwierdzenia nie znalazłem w żadnym kompetentnym, dawnym lub współczesnym słowniku. W najnowszych wydawnictwach tego typu (Zgółkowa red. 1997, Słownik współczesnego języka ... 1998) naturalna geneza "groty" jest stawiana na pierwszym miejscu (przed antropogeniczną). W niektórych słownikach "grota" uznawana jest za synonim "jaskini". Zapewniam kolegę Wiśniewskiego, że opisywana w dziesiątkach publikacji Grota Łokietka od dawna nikomu nie kojarzy się z ... kosą lub akuszerką tego króla. 

Raczej nie "jaskinia"

Słowo "jaskinia", mimo że znacznie starsze w naszym języku niż "grota" nie jest w każdym razie bardziej gwarowe. "Jaskini" nie ma praktycznie w "Słowniku gwar polskich" (Karłowicz 1901), na który powołuje się - jak sądzę - Wiśniewski (błędnie podając okres wydania większości tomów tego wydawnictwa). Dlaczego więc upierać się przy użyciu "jaskini" w nazwie obiektu na Łopieniu, jeśli nie usłyszał tego słowa od miejscowych Sosnowski (którzy mówili pewnie "jama" lub "dziura"), sam zaś użył terminu "grota"? Pochodzenie tego słowa - znanego jedynie w językach zachodniosłowiańskich - nie jest jasne (Sławski 1952-56). Znacznie pewniejsze i starsze pochodzenie ma natomiast trzeci termin często używany w polskiej literaturze XIX-wiecznej - "pieczara". Wywodzi się on od starosłowiańskiego słowa "peč" oznaczającego piec, a w szerszym rozumieniu - miejsce zamieszkania ("ognisko domowe"). Obecnie pochodne tego słowa - pečina, peščera, pečera, peč, pec, pieczara - używane są we wszystkich językach słowiańskich na oznaczenie obiektów jaskiniowych. Przeniknęły również do tradycji niektórych narodów niesłowiańskich. Przykładem może być rumuńska "peštera" oraz liczne nazwy z rdzeniem "pec" i "pest" na Węgrzech (a które wiązane są tam z pustkami podziemnymi - Denes 1996). W językach zachodniosłowiańskich forma "pieczara" szerzej używana jest od kilku stuleci, być może w efekcie rozwoju terytorialnego Rzeczpospolitej na wschód, jednak "peč" pojawia się na przykład w nazwach jaskiń na terenie Czech.

Dygresja etnograficzna na życzenie Polemisty

Zbójnicy pochodzili z hardego ludu góralskiego i - mimo swych okrucieństw - byli traktowani przez górali jako swoi, wyrażali bowiem (a może raczej symbolizowali) ich dążenie do wolności, sprawiedliwości i dostatku. Zdaniem znawcy tematu (Piasecki 1973, s. 16-31, 126-127) apoteoza zbójnictwa dokonywała się już na poziomie folkloru, nie zaś - jak sugeruje mój Polemista - wśród ogarniętych "chłopomanią" dziewiętnastowiecznych badaczy tego zagadnienia. Słuszne stwierdzenie Wiśniewskiego (a w zasadzie Piaseckiego), iż zbójnicy w równym stopniu grabili chłopów jak i panów nie zmienia faktu, że mieli wśród górali wielu współpracowników i popleczników, zaś bardzo szybko po - okrutnej zwykle - śmierci stawali się bohaterami góralskich śpiewek. Podany przez W.W. przykład młynarza okradzionego przez zbójnika Baczyńskiego nie jest trafny, bowiem można przytoczyć szereg faktów, gdy zbójnicy bywali gośćmi na weselach czy w karczmach bratając się z innymi biesiadnikami. Zimy spędzali w odciętych od świata wsiach lub "za granicą". W jaskiniach beskidzkich kryli się raczej w ostateczności (choć wiele z nich znali). Rzeczony Baczyński w drugim roku zbójowania ukrywał się m.in. w rodzinnej Skawicy, w trzecim roku zamieszkiwał m.in. u obrabowanego uprzednio gospodarza Jakuba Biela. Ucztował też w karczmie w Bystrej i na wójtostwie w Sidzinie oraz u Lisickich, właścicieli Łętowni gdzie - jak sam zeznaje " ... broń moją Imci pan Lisicki oglądał, ja też jego [...]. Stąd posłaliśmy po księdza, który do nas przyszedł i podochociliśmy sobie, posłał do siebie księdz (po) półgarca wina, któreśmy wypili ...". Następną zimę spędził wraz z rodziną na Spiszu (Janicka-Krzywda 1988). Czy gość z taką fantazją przesiadywałby miesiącami w brudnych, zwykle mokrych i ciasnych grotach beskidzkich?. Niewątpliwie zaś niejeden "parobek" ciężko pracujący na polu zazdrościł mu odwagi, przygód, pieniędzy oraz wolności i tak właśnie rodziła się legenda zbójników. Oczywiście współczesne zbójnikom oficjalne relacje i źródła sądowe nie mogły odzwierciedlać nastrojów akceptacji czy nawet podziwu, ale przebijają już one z relacji Goszczyńskiego (1958), który spisywał opowieści góralskie w kilka lat po zaniknięciu zbójnictwa. Autor ten wnikliwie uzasadniał motywy góralskiej akceptacji zbójnictwa wiedząc, że współczesny mu czytelnik nie wykaże zrozumienia dla takiej postawy. 

Może być "zbójnicka"

Goszczyński (1958) w swoim własnym tekście używa terminu "zbójca" dwukrotnie częściej niż "zbójnik", jednak w cytowanych przez niego pieśniach góralskich występują już wyłącznie zbójnicy (dwudziestokrotnie), nie zbójcy. Mamy tu więc do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną do sugerowanej przez Wiśniewskiego w przypadku Sosnowskiego (przypominam, że jego zdaniem Sosnowski zastąpił w swym przewodniku gwarowe określenie "zbójecka" na nieprawidłowe - "zbójnicka").

Pieśni przytoczone przez Goszczyńskiego wystarczająco dokumentują "zbójnika" na Podhalu, ale teza Wiśniewskiego, że słowo to używane było tylko tam i na Śląsku Cieszyńskim, oparta - jak sądzę, bo mój Antagonista znów nie cytuje źródeł - na danych "Słownika gwar polskich" (Karłowicz 1911), nie ma uzasadnienia. Nagromadzenie "zbójników" w źródłach z tych dwu regionów wynika po prostu z faktu, iż tematyka zbójnicka była tam częściej niż gdzie indziej reprezentowana. "Zbójnicy" występują jednak w rzadszych tekstach o tej tematyce pochodzących z innych części Karpat (np. z pogranicza Gorców i Beskidu Wyspowego - Kopernicki 1891, s. 3-6, 28,29), a nawet z nizin (z Wielkopolski), podczas gdy termin "zbójca" praktycznie nie jest w "Słowniku ..." cytowany (częściej występuje "zbój", forma "jaskinia zbójowa" nie pojawia się jednak w propozycjach nazewniczych). Nienaturalne było by zresztą, by tak ważne kulturowo słowo funkcjonujące na południe od Nowego Targu, nie było znane we wsiach położonych kilka lub kilkanaście kilometrów na wschód od niego. Zakładając więc nawet, że nazwa jaskini w Jaworzynie w Gorcach ma pochodzenie rzeczywiście ludowe, nie miałbym tak silnego przekonania, jak W. Wiśniewski (1998), że nie określano jej jako "zbójnicka".

Ciekawe, że "zbójnica" oraz "zbójniczka" - rozumiana jako żona zbójnika - występuje (obok "zbójowej" i "zbójczyni") stosunkowo często w tekstach ludowych z Wielkopolski, Kujaw, Lubelskiego i Mazowsza (Karłowicz 1911).

Gdzie znajduje się Grota Zbójnicka

Na koniec jeszcze kilka słów komentarza do uwag mojego Antagonisty dotyczących lokalizacji Groty Zbójnickiej na Łopieniu. Pisze on że "Sosnowski swoją jaskinię >>zbójecką<< wyraźnie lokuje w najwyższym wzniesieniu Łopienia - w tym o kocie 951 m" (dla uzupełnienia - kota ta nie jest najwyższym punktem Łopienia), nie motywując tego jednak żadnym cytatem. Tymczasem Sosnowski pisze tylko, że grota znajduje się "w zachodnim stoku" oraz "od strony Dobry" zaś obecna Grota Zbójnicka także położona jest jeszcze w zachodniej, dobrskiej, a nie tymbarskiej części Łopienia. Ścieżka, która do niej doprowadza biegnie z Dobrej. Nie identyfikuje to oczywiście w sposób pewny jaskini, ale też w żadnym wypadku nie pozwala na tak kategoryczne stwierdzenia, jakich używa Wiśniewski, tym bardziej, że pozostałe łopieńskie pieczary leżą wprawdzie na zachód od Groty Zbójnickiej, ale również na stoku o ekspozycji północnej a nawet północno-wschodniej.

PIŚMIENNICTWO:

Denes G. 1996 - A Pest-hegyi Arany-barlang. Proc. 6th Intern. Symp. on Pseudokarst. Galyateto: 117-132.

Goszczyński S. 1958 - Dziennik podróży do Tatrów. Zakł. Narod. im. Ossolińskich, Warszawa-Kraków.

Janicka-Krzywda U. 1988 - Poczet harnasi karpackich. Wyd. PTTK Kraj, Warszawa-Kraków.

Jaśkiewicz J. 1978 - Dyssertacya na publicznej sessyi Szkoły Główney Koronney w przytomności Najjaśniejszego Pana czytana. Wyd. Oddz. Krak. Tow. Przyj. Książki. Kraków. 

Karłowicz J. 1901, 1911 - Słownik gwar polskich, t. 2 (1901), 6 (1911). Nakł. Akad. Umiejętn., Kraków.

Kopernicki I. 1891 - Gadki ludowe górali beskidowych z okolic Rabki. Zbiór Wiadomości do antropologii krajowej Akad. Umiejętn. w Krakowie 15, Dział Etnologiczny: 1-43.

Markowski A., red. 1999 - Nowy słownik poprawnej polszczyzny. PWN, Warszawa 1999.

Mrozek R. 1998 - Nazwy górskie. W: Polskie nazwy własne. Encyklopedia (Rzetelska E., red.). Wyd. Tow. Nauk. Warsz. i Inst. Języka Polskiego PAN, Warszawa-Kraków: 259-268.

Nazwy geograficzne Rzeczpospolitej Polskiej, 1991. Państw. Przeds. Wydawn. Kartogr. Warszawa-Wrocław.

Piasecki Z. 1973 - Byli chłopcy byli ... Zbójnictwo karpackie - prawda historyczna, folklor i literatura polska. Wyd. Liter.,Kraków.

Sławski E. 1952-56 - Słownik etymologiczny języka polskiego, t. 1. Tow. Miłośników Języka Polskiego, Kraków.

Słownik współczesnego języka polskiego. 1998, t. 1. Reader's Digest Przegląd, Warszawa.

Wiśniewski W. 1997 - "Grotołaz (1950-1957). Pierwsze polskie czasopismo jaskiniowe. Bibliografia. Wyd. Sekcja Spel. PTP im. Kopernika, Kraków.

Wiśniewski W. 1998 - Jaskinie Gorców. Wierchy 63 (1997): 177-204.

Wolnicz-Pawłowska E. 1998 - Problemy poprawności nazw. W: Polskie nazwy własne. Encyklopedia (Rzetelska E., red.). Wyd. Tow. Nauk. Warsz. i Inst. Języka Polskiego PAN, Warszawa-Kraków: 481-491.

Zgółkowa H. red. 1997 - Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, t. 13. Wyd. Kurpisz, Poznań. 

Jan Urban

P.S. Koledze Jurkowi Gągolowi dziękuję za przejrzenie rękopisu i cenne uwagi.

Strona głównaDo góry